WYWIAD

01.06.2012

Debiut po siedmiu latach

Rozmowa z Fiołasem, Kosą i Elbanem z poznańskiej formacji Erijef Massiv

"Siedem lat później" - to tytuł waszej debiutanckiej płyty, który mówi nam już wiele. Gracie razem od 7 lat. Ale historia Erijef Massiv jest chyba dłuższa?

Fiołas: I tak i nie. Wcześniej ja i Robak mieliśmy wspólną przygodę muzyczną. Były to rapowe klimaty i muzyka robiona na komputerze. W 2002 roku pojechaliśmy na koncert Seana Paula i wtedy spodobały nam się jamajskie klimaty. Zaczęliśmy słuchać tej muzyki i chcieliśmy w tym stylu nagrywać. Później ktoś umówił nas z zespołem, puściliśmy im jak chcemy grać i tak się zaczęło. Od eksperymentu z żywym zespołem do Erijef Massiv.

Podobno do spotkania doszło w nietypowym miejscu?

Fiołas: Tak to była salka kościelna. A wszystko dlatego, że muzycy z którymi nas umówiono grali z chórkiem, śpiewającym w stylu gospel. To był taki gospel w polskim wydaniu. Ten zespół dość prężnie działał w tamtym czasie. A inicjatorem tego pamiętnego spotkania był nasz menago Elban, czyli Paweł Elbanowski.

I tak zaczął się rozdział pod nazwą Erijef Massiv?

Fiołas: Wcześniej działaliśmy z Robakiem jako Erijef. A jak się nasz skład rozbudował byliśmy już Erijef Massiv. Po drodze myśleliśmy nawet nad zmianą nazwy, bo wiele osób błędnie ją wymawiało, albo zapisywało, ale jednak pierwsza wersja jednak przetrwała. Jesteśmy do niej przywiązani.

Na rynku poznańskim Erijef Massiv to już sprawdzona marka.

Kosa: No tak, ludzie nas kojarzą. Mamy grono wiernych fanów. Udało nam się zapełnić kilka dużych sal koncertowych w mieście. Mówiąc krótko - tu lokalnie jesteśmy dość dobrze rozpoznawalni. Fiołas: Ale pokazywaliśmy się też w wielu innych wielkopolskich miejscowościach. Udało nam się też zagrać na dużych festiwalach, więc także ludzie w Polsce zaczynają nas już kojarzyć. W każdym razie był zawsze pozytywny odzew. Elban: Zagraliśmy około 70 koncertów. Do dobry wynik jak na zespół bez płyty. Ja lubię wyzwania, one mnie motywują, dlatego nie było rzeczy niemożliwych. Udało nam się wkręcić na Heineken Opener Festiwal, czy na Global Gatering. To ogromny sukces dla mało znanej grupy. Po drodze była Ostróda, Reggaeland, Reggae na Piaskach, One Love i inne.

Twoje zaangażowanie w zespół zaowocowało też udziałem w projekcie "Potrafimy zwyciężać".

Elban: Dzięki dobrym kontaktom z Fabryką Zespołów zespół znalazł się na wydanej przez nich składance, poświęconej Powstaniu Wielkopolskiemu. Jest tam nasz numer "Wystarczy chcieć" - jedyna reggaeowa kompozycja na kompilacji. Dla zespołu była to też szansa pracy z najlepszymi. Utwór nagrywany był w Izabellin Studio pod okiem Andrzeja Puczyńskiego. To dało zespołowi dużo energii do dalszej pracy, nie mówiąc o wyniesionej wiedzy.

Płyta "Siedem lat później" to wasz fonograficzny debiut ale jednocześnie coś na kształt "The best of".

Kosa: Ta płyta to podsumowanie. Podsumowanie naszych siedmiu lat grania i faktycznie to nasze "The best of". Najlepsze i najbardziej znane numery z naszego repertuaru. Fiołas: Niektórzy spodziewali się na tym krążku nowych, premierowych nagrań. Niestety, na nowe przyjdzie jeszcze poczekać. Na razie skupiliśmy się na zamknięciu pewnego rozdziału. Zresztą często ludzie po koncertach pytali, czy mamy płytę z tymi piosenkami, które gramy. Teraz będziemy im mogli powiedzieć, że tak.

To, że nagraliście stare utwory świadczy o tym, że nie wstydzicie się materiału nawet z początku waszej działalności.

Kosa: Pewnie, że się nie wstydzimy, choć niektóre utwory mają nowy aranż. Zmieniło się też kilka linijek tekstu, ale niewiele osób to zauważy.

Silną stroną zespołu są chórki. Nie są schowane, gdzieś za głównymi wokalami, a wychodzą bardzo do przodu.

Kosa: Dziewczyny faktycznie dużo śpiewają. Mają dużo swoich partii wokalnych, często zaczynają utwór. Pamiętam, że jak zagraliśmy pierwszą wspólną próbę, to wydawało nam się, że słyszymy zupełnie inny zespół. Było to ciekawe doświadczenie i dobra zmiana dla zespołu. Dziś jednak chórek trochę wycofujemy z pierwszego planu. Dziewczyny są częścią zespołu, a na wokalach są przede wszystkim Fiołas i Robak, choć nadal to one często śpiewają refreny.

Kto pisze teksty waszych piosenek?

Fiołas: Piszemy je sami. To znaczy ja i Robak. Zwykle też najpierw pojawia się tekst, a później muzyka. Kosa: Mamy zresztą kilka niezłych riddimów w szufladzie, ale na tekst czekają od kilku miesięcy, więc faktycznie lepiej zaczynać od słów.

Który utwór lubicie najbardziej?

Kosa: "Nikomu z ręki". Z tego numeru jestem zadowolony tak pod względem muzycznym, jak i tekstowym. Fiołas. Ja nie będę skromny. Mnie się podobają wszystkie nasze numery. (śmiech) Ale jeśli miałbym już wybrać to "Z serca smakuje inaczej" i "Nikomu z ręki".

Wprowadziliście też do swoich występów choreografię.

Fiołas: Zastanawialiśmy się kiedyś co nas urzeka na koncertach, gdzie sami jesteśmy odbiorcami. I doszliśmy do wniosku że oprócz muzyki podoba nam się też to, co dzieje się na scenie. To wpływa na odbiór. I postanowiliśmy wprowadzić pewne ruchy, tudzież choreografię do naszych występów. Wymyśliliśmy tez kilka własnych kroków. Zresztą nie tylko dla nas

Erijef Massiv to także K.J. Klan

Kosa: To jest ważny element w naszej historii. W ubiegłym roku dostaliśmy propozycję zagrania z Ras Zacharrym na Festiwalu Reggae na Piaskach w Ostrowie wielkopolskim. Trzon riddim bandu stanowią: perkusista, basista, klawiszowiec i ja na gitarze. Dołączył się do tego Filas, który gra na trąbce i przeszkadzajkach. No i w takim składzie zagraliśmy. To był nasz pierwszy występ z Jamajczykiem.

Jak wspominasz ten koncert i współpracę?

Kosa: Nie była to łatwa współpraca. Podejście do muzyki Jamajczyka i Europejczyka jest zupełnie inne. Ale też my chyba nie do końca wiedzieliśmy czym jest prawdziwe reggae. Zacharry przewrócił nam w głowach do góry nogami. Nie raz krzyknął, że gramy nie tak, jak się powinno grać. Na szczęście współpraca zakończyła się sukcesem, czyli bardzo dobrze przyjętym koncertem. Gdyby tak nie było, pewnie nasze wspomnienia byłyby mało przyjemne. Usłyszeliśmy też po tym koncercie dużo ciepłych słów od publiczności i muzyków z innych zespołów.

Po spotkaniu z Zacharrym gracie inaczej?

Kosa. Gramy. Zacharry potwierdził pewne nasze przypuszczenia co do techniki grania reggae i wzięliśmy to sobie do serca. Wcześniej graliśmy trochę po swojemu, tak jak było nam wygodnie. Teraz inaczej rozumiemy rytm. Bębny i bas stały się podstawą. Szczególnie ważną rolę odgrywa basista. Jeśli on nie daje pulsacji nie ma reggae. Na trzecim miejscu klawisz, a gitara to dodatek. Bez niej też wszystko by grało.

W tym roku znów gracie na Piaskach jako riddim band.

Kosa: Tak. Ale w innej stylistyce. Tym razem szykujemy się na występ Mikaela X. z Amsterdamu. Prezentuje on nieco bardziej amerykańskie podejście do reggae. A takie bardzo nam odpowiada. Nie możemy się więc doczekać tego koncertu.

A więc latem znów K.J KLAN. A gdzie zagra Erijef Massiv? Płyta wychodzi w czerwcu, a to chyba trudny okres promocyjny.

Fiołas. Tak, to prawda. Na festiwale się już nie wstrzelimy koncertowo, ale przynajmniej będzie tam dostępny nasz album. Tak naprawdę większą promocję szykujemy na jesień. Wtedy też planujemy trasę koncertową, na którą już teraz wszystkich zapraszamy. Rozmawiał Piotr Owczarek

KONCERTY

FORUM

Co robicie w weekendy

20.10.2017 | 08:53 przez Jogin

JESTEŚ NOWY? Tu się przywitaj!

19.10.2017 | 20:03 przez ericos

Wakacje w Polsce czy zagranicą?

19.10.2017 | 20:02 przez ericos

Witam

19.10.2017 | 20:01 przez ericos

Szukam zespołu

19.10.2017 | 19:43 przez Moggi

Idea kredytu hipotecznego i rat

19.10.2017 | 19:42 przez Moggi

WYWIADOWNIA

Rozmowa z Krystianem „K-Jah” Walczakiem – muzykiem, kompozytorem, producentem muzycznym, przygotowującym się do wydania płyty z własną muzyką, z gwiazdorskim składem muzyków reggae z całego świata.

Miłość to potężna siła

Rozmowa z Krystianem „K-Jah” Walczakiem – muzykiem, kompozytorem, producentem muzycznym, przygotowującym się do wydania płyty z własną muzyką, z gwiazdorskim składem muzyków reggae z całego świata.

Linki