WYWIAD

15.08.2013

Najważniejsze jest to, żeby znaleźć samego siebie

Z Dawidem Portaszem, wokalistą m.in. Jafii Namuel i Rastasize, rozmawiała Aleksandra Piątkowska (Reggae Interview)

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że w wieku 12 lat silnie zainspirowałeś się twórczością Boba Marleya i wtedy zrodziło się w tobie pragnienie tworzenia właśnie reggae. Pamiętasz pierwszy utwór, który usłyszałeś?

Tak. To było ,,Chances Are". Nigdy wcześniej nie słyszałem takiej muzyki, a to kojarzyło mi się ze wszystkim najlepszym, czego w życiu wcześniej słuchałem. Zawierało w sobie elementy gospel, jazzu, R’n’B, bluesa, rocka, czyli tak naprawdę wszystkiego co najbardziej lubię, a z drugiej strony nie byłem w stanie nazwać tej muzyki, bo nie wiedziałem nawet, że to się nazywa reggae. Ta wibracja bardzo mnie zafascynowała.

Czy twórczość Boba Marleya towarzyszy Ci na co dzień?

Ostatnio nie aż tak bardzo, ale jeżeli mam sobie coś włączyć i nie mam pomysłu, to włączam Marleya.

Opowiedz jak wyglądały przygotowania do nagrania płyty Rastasize na Jamajce?

Miałem konkretny cel. To było przygotowywane przez niemalże dwa lata. Ja wtedy mieszkałem w Anglii i przyjeżdżałem do Polski, do Wrocławia żeby wspólnie z Krystianem powolutku składać całe nagrania. Krystian miał bardzo skromnie przygotowane, nazwałbym to w sumie bity. Żeby z tego stworzyć piosenki i napisać teksty, wymagało to dosyć dużo pracy. Ja pracowałem nad tym będąc w Londynie i potem razem z Krystianem jak przyjeżdżałem do Wrocławia. Na samym końcu tego etapu pojawił się Mateusz Pospieszalski, który złożył w całość wilczą część tej muzyki dlatego, że po pewnym czasie zabrakło nam dystansu. Ja czułem, że to jeszcze nie jest to co powinno być a Mateusz wszedł w ten cały projekt z takim zimnym okiem chirurga i po prostu pozwolił sobie na pewne cięcia, na które mnie nie byłoby stać bo nie miałem już więcej pomysłów. Dlatego we współpracy nas trzech stworzyliśmy ten materiał w wersji demo i jadąc na Jamajkę mieliśmy przygotowane już tak naprawdę wszystko poza tekstem do piosenki "Roots". Wersje demo były nagrane wcześniej i nie różnią się praktycznie niczym od tego co zostało na materiale wydanym. Z tym tylko, że muzycy na Jamajce dodali tego całego ducha. My właściwie po raz pierwszy zrobiliśmy taki eksperyment, że przywieźliśmy gotową muzykę. Jamajczycy z reguły nie są do tego przyzwyczajeni. Większość ludzi przyjeżdża tam po to żeby wziąć od nich to co oni mają, czyli każdy oczekuje, żeby oni zagrali swoją muzykę i wtedy wokalista śpiewa do tego to co sobie wcześniej napisał. My podeszliśmy do nagrywania trochę inaczej. Przywieźliśmy gotowe piosenki i okazało się, że to nie jest dla nich żadnym, wielkim problemem. Przesłuchiwali raz góra dwa razy i podchodziliśmy do nagrania. To właśnie mi się najbardziej spodobało jeśli chodzi o pracę z tymi muzykami, że oni nie podchodzą do piosenki dwa razy. Oni podchodzą do nagrania raz i to jest moje osobiste podejście. Ja nie lubię się męczyć nad piosenką i doprowadzać jej do perfekcji. Wierzę w czystą ekspresję tu i teraz, wierzę, że piosenkę można tylko i wyłącznie raz zaśpiewać szczerze. Tylko raz można komuś powiedzieć kocham Cię szczerze, a za drugim razem to już jest powtarzanie się i dlatego w ten właśnie sposób zrobiliśmy tę płytę.

Twój głos został tam uznany za jeden z najbardziej charakterystycznych głosów, a w Polsce mówi się o tym, że sposób Twojego śpiewania jest Marleyowski. Jak się do tego odniesiesz?

Nie wiem. Kocham Marleya i nie ukrywam, że na pewno wywarł on olbrzymi wpływ na to jak śpiewam i jaką muzykę tworzę, ale mówiąc szczerze całe moje życie do chwili obecnej było poszukiwaniem swojej własnej drogi i swojego własnego sposobu wyrażania się. Dlatego w moim odczuciu, na chwilę obecną to jak śpiewam ma w sobie smak tego co robił Marley, ale ponieważ bardzo staram się robić to szczerze i z głębi samego siebie, chciałbym odejść jak najdalej od naśladownictwa i próby kopiowania kogokolwiek. Na drodze muzyka najważniejsze jest to, żeby znaleźć samego siebie. Jak nie odnajdziesz samego siebie to nie masz nic do powiedzenia a Marley sam określił to w taki sposób, że w życiu nie jest istotne to, by wiedzieć co w danym momencie wypada powiedzieć tylko żeby mieć coś do powiedzenia i ja się tego bardzo mocno trzymam.

Wyjazd do kolebki muzyki reggae był dla ciebie spełnieniem marzeń czy kolejnym etapem w życiu artystycznym?

To było spełnienie marzeń dlatego, że ja od dziecka zawsze marzyłem, żeby w ogóle znaleźć się w tym studiu i zobaczyć jak oni pracowali nad muzyką, jak osiągają takie brzmienie - marzyłem o tym. Wydaje mi się, że jak człowiek o czymś marzy i przyciąga to swoimi myślami to wszystko się spełnia, dlatego był to bardzo ważny etap w moim życiu. Na chwilę obecną jest to oczywiście kolejny etap w życiu muzyka, ale w tamtym momencie kiedy byliśmy na Jamajce to było bajecznie. Po prostu wydawało mi się, że dzieje się coś co sobie wymarzyłem. Tylko, że też nie miałem czasu o tym myśleć, bo my pracowaliśmy po 12 godzin dziennie i nie było takiej możliwości, żeby skupić się na tym jak jest wspaniale tylko trzeba było ciężko pracować, ale nie ukrywam, że było to dla mnie wielkie przeżycie.

Jaki panuje klimat w TUFF GONG? Czuć tam ducha Boba Marleya?

Tak. Tam jest Marley cały czas. Tam wszyscy ludzie, którzy pracują mają stale na uwadze to co by powiedział Marley. Mieliśmy taką sytuację, kiedy nagrywaliśmy jedną z piosenek, ja nagrywałem wokal i wiesz jak to jest w studiu - tam nie ma wiatru, nie ma nic, wszystko jest szczelnie zamknięte i w pewnym momencie flaga Marleya, która była powieszona zaraz za moimi plecami się poruszyła i Ci wszyscy muzycy mówią: What?! Did you see that?! Did you see that?! I wszyscy mówią - stary jak to jest możliwe, że ta flaga się poruszyła? Tam było dużo magicznych momentów takich, które w ogóle zaskakiwały nas wszystkich. To jest historia, którą można by opowiadać bardzo długo, ale Marley tam jest. Wiesz, to jest studio korporacyjne, to jest największa korporacyjna wytwórnia na Jamajce i wiadomo, że jeżeli pojawiają się tam ludzie skądkolwiek i płacą olbrzymie pieniądze, to wszyscy w Tuff Gongu są dla nich mili, ale pojawiają się też ludzie, którzy przyjeżdżają tam z duchem prawdy i ich traktuje się inaczej. My mieliśmy ten przywilej bycia potraktowanym troszkę inaczej. Dostałem na całą sesję nagraniową popielniczkę, którą używał Bob Marley żebym mógł sobie do niej palić. Dla mnie to było olbrzymie wyróżnienie, dlatego mieliśmy tam special treatment i to było bardzo, bardzo fajne. Wpływało dobrze na robioną muzykę.

W swoich tekstach i na koncertach nawołujesz do mentalnej rewolucji, zupełnie jak Bob. Inspirujesz się kimś jeszcze?

To już nie wynika z inspiracji kimkolwiek, to wynika z inspiracji życiem i przede wszystkim specyficznym miejscem, w którym żyjemy. Żyjemy w piekle na ziemi. Polska jest piekłem i tutaj każdy człowiek jest tak naprawdę skazany na życie w piekle. To jest obrzydliwy, okrutny kraj, w którym politycy zabierają biednym i dają bogatym. To jest straszne miejsce, w którym muzyk nie musi szukać daleko inspiracji. Wystarczy zobaczyć co dzieje się wokół i to najbardziej inspiruje. Najbardziej inspiruje mnie to w jaki sposób ludzie w tym kraju są zakłamani, w jaki sposób katolicy zaprzeczają całym swoim życiem wszystkiemu w co twierdzą, że wierzą. Dla muzyka to jest inspiracja nieskończona dlatego tutaj już nie mówmy o inspiracji kimkolwiek, tylko mówmy o inspiracji tym miejscem, tym w sumie okrutnym miejscem, spaczonym fanatyzmem. To jest kopalnia bez końca.

Wiele lat działasz na scenie jednak twoja dyskografia nie wygląda zbyt okazale. Czy istotniejsze są dla Ciebie koncerty?

Nie są istotniejsze. Są bardzo istotne bo to jest kontakt bezpośredni z ludźmi i tego nic ci nie zastąpi, ale dyskografia to jest kwestia zupełnie inna. Ja nie jestem muzykiem, który może pozwolić sobie na robienie płyt tak szybko jak jestem w stanie pracować. Mam w swoich zeszytach kilka płyt, których jeszcze nie nagrałem, a to tylko i wyłącznie ze względu na to, że w naszym kraju nie finansuje się muzyków, których priorytetem jest świadomość, których priorytetem jest obudzenie ludzi, wskazanie im tego, kto jest ich wrogiem, a kto jest ich przyjacielem. Takich ludzi się nie promuje i dlatego dla mnie żeby zdobyć środki na nagranie płyty i żeby móc zrobić to w takim czasie jaki mi się marzy, nie zawsze jest możliwe. Dlatego nagrywanie płyt przychodzi mi z większym trudem, niż granie koncertów.

Kilka lat spędziłeś w Londynie i miałeś okazję współpracować z różnymi muzykami. Co do twojej twórczości wniósł ten pobyt?

Bardzo wiele. Ja byłem tam przez 8 lat i pojechałem tam głównie po to, żeby obcować z kulturą tych ludzi. Bardzo cenię sobie ten czas, który tam spędziłem dlatego, że miałem przyjemność poznać prawdziwe legendy muzyki. Chociażby zaprzyjaźniłem się z człowiekiem takim jak Running Water, który był wokalistą zespołu Matumbi. On zmarł kiedy byłem jeszcze w Anglii, ale przez ten okres czasu, mieliśmy okazję wymienić bardzo dużo doświadczeń. On był człowiekiem, który stworzył pierwszy zespół brytyjski z ludźmi, którzy wyemigrowali z Jamajki i przyjechali do Wielkiej Brytanii. To był koleś w wieku mojego ojca, od tego człowieka można się było wiele nauczyć. Przy okazji ja wraz z Krzyśkiem Kłubo prowadziliśmy swoje własne studio oraz wydawnictwo, razem tworzyliśmy nasze płyty, wydawaliśmy muzykę z całego świata. Krzysiek zmarł 3 miesiące temu i to są dla mnie bardzo świeże przeżycia. Wszystko wróciło - cała atmosfera z Londynu, to co razem tam przeżywaliśmy. Pracowałem z nim prawie 20 lat. Razem wyjechaliśmy do Anglii gdzie zajmowałem się głównie muzyką, językiem angielskim, dojrzewałem mentalnie, duchowo i podejrzewam, że gdybym nie przeżył tego czasu, to nie byłoby płyty Rastasize „Day by day”, nie byłoby wielu innych rzeczy, które potem zrobiłem.

No właśnie… Jafia Namuel, Rastasize i Sedativa. Możesz określić, który z tych projektów jest Ci najbliższy, czy każdy z nich ma dla ciebie takie same znaczenie?

Dla mnie jest to część jednego i tego samego obrazu. Prawdopodobnie jak już mnie nie będzie to wtedy może ktoś zauważy, że to jest jeden i ten sam obrazek. Dla mnie to nie ma większego znaczenia co jest co. Największy sentyment mam do Jafii bo z tymi chłopakami wszystko zaczynaliśmy, z nimi tak naprawdę jednogłośnie stwierdziliśmy, że gramy reggae i zaczęliśmy grać reggae i Jafia jest jakby to powiedzieć - kolebką tego wszystkiego, co w muzyce zacząłem robić. Także Jafia jest dla mnie priorytetem, ale to tylko ze względu sentymentalnego, jeśli zaś chodzi o całe dzieło, to nie rozróżniam tych rzeczy.

Podkreślasz, że religia jest dla Ciebie ważnym aspektem życia. Jaki jest twój stosunek do Kościoła?

Religia ma bardzo ważne znaczenie dla mojego życia, ponieważ jej nienawidzę. Nienawidzę religii. Uważam, że religia jest straszliwą trucizną. Ona jest połączona z polityką i ma tylko i wyłącznie za zadanie wyprać nam umysły i zasiać w nas kłamstwo. Religią steruje się ludzkimi uczuciami, ludzkimi duszami, ludzkimi myślami w najbardziej obrzydliwy i wyrafinowany sposób, to jest broń którą stworzyli prze-okrutni ludzie, po to żeby nas kontrolować. Dlatego religia ma dla mnie niestety takie znaczenie. Ale nie chciałbym być też źle zrozumiany dlatego, że każda religia na świecie, wszystkie te religie mają bardzo dobre książki. Biblia to jest świetna książka, Koran to jest świetna książka, Bhagawadgita to jest świetna książka tylko, że one wszystkie mają narzuconą interpretację, która jest błędna i dlatego ludzie błądzą.

Powiedziałeś kiedyś, że Rastafarianizm to nie religia , tylko pewien sposób bycia sobą. Mimo, że nie jesteś Rasta to znajdujesz jakieś podobieństwa między tą ideologią a tym co wyznajesz?

Ja uważam, że jeśli miałbym to ująć w jakimś ludzkim języku, to ja jestem tylko Rasta dlatego, że Rasta to się rodzisz. Rodzisz się Rasta, a potem nasiąkasz programem edukacyjnym, potem mówią ci w szkole, że jak włożysz rękę do ognia to się spalisz. I ty w to wierzysz i tak się dzieje. A tak nie jest bo my nie jesteśmy żadnym ciałem stałym, my jesteśmy wibracją energii, elektromagnetycznej energii, tego nie da się spalić. No zobacz. Kiedy idziemy do szkoły?

W 6 roku życia do zerówki.

No to właśnie wtedy kradną nam wszystko. Właśnie wtedy kradną nam całą prawdę i zaszczepiają nam takie „prawdy” jakie chcą byśmy w nie wierzyli i od tego momentu jesteśmy skorumpowani i stajemy się tylko czym? Czego nas uczą w szkole? Przydatności do systemu. Tego żeby być jak najbardziej wydajnym trybem w tej całej maszynie systemu. Żeby płacić podatki. To się nazywa odpowiedzialność. Żeby być matką, żeby być żoną to się nazywa odpowiedzialność... To się nazywa brak zrozumienia życia w rzeczy samej. Dlatego ja jestem Rasta bo taki się urodziłem i takie coś proponuję całemu światu. Wrócić do tego czym byliśmy gdy nasze dusze przybyły na ziemię i otrzymały ciało. Wiesz "Jezus" tak powiedział - „jeśli nie staniecie się jak dzieci to nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” i to jest właśnie to co znaczy bycie Rasta.

Zmieńmy temat. Teraz mamy w Polsce coraz więcej zespołów muzycznych, które grają reggae. Na jakie z nich zwróciłeś jakąś szczególną uwagę, które zainspirowały Cię swoją twórczością?

Ostatnio graliśmy koncert w miejscowości Lubięcin i tam przed nami grał taki młody człowiek, Tallib się nazywa. Ja akurat musiałem odpocząć przed koncertem i siedziałem sobie w samochodzie. Zasnąłem i obudziła mnie ich muzyka. Naprawdę muszę powiedzieć, że dotarło to do mnie, zwróciłem na to uwagę. Grali bardzo z serca. Nie jestem aż tak do końca w stanie powiedzieć o czym były teksty tego człowieka, ale sama muzyka była pełna energii i była szczera. Ogólnie to nie wiem czy coś dzieje się w naszym kraju tak bardzo interesującego bo z tego co zdążyłem zauważyć to wszyscy i tak chcą zarabiać kasę i tak śpiewają dla lasek i tak kręcą dupami. To wszystko jest płytkie i beznadziejne. Reggae się po prostu sprzedało. To już się nie powinno nawet nazywać reggae. Nie będę wymieniał nazw ale do mnie to po prostu nie dociera. Do mnie dociera prawdziwość. Ja lubię Bakshish, to jest coś co zawsze lubiłem, tam jest szczere przesłanie. Lubię Brylewskiego dlatego, że to jest niesamowicie charyzmatyczny człowiek i na pewno nie jest człowiekiem, który wie co w danym momencie wypada powiedzieć, ale ma coś do powiedzenia. Są takie ikony, może nie przychodzi mi w tej chwili nic szczególnego do głowy, ale są takie ikony które wywierają na mnie wrażenie. Lubię Zeńczewskiego z Daabu. Wspaniałe teksty, wspaniała muzyka. Bardzo często krytykowany za to, że nie wydaje nowych płyt itd. ale moim zdaniem to co zrobił do tej pory położyło fundament dla prawdziwej muzyki reggae w Polsce - to są właśnie takie wzorcowe rzeczy. Ale Ty się pytałaś o nowe. To nie wiem. Ostatnio Tallib zwrócił moją uwagę.

Przed chwilą powiedziałeś mi, że reggae się sprzedaje. Jaki jest twój stosunek do występów w programach typu „talent show”.

Ja bym tam nigdy nie poszedł. Mam inną świadomość. Dla mnie to jest tak jakby pójść do szatana i się go zapytać, czy chciałby promować i sprzedawać moją muzykę. Nie poszedłbym do takiego programu, ale nie krytykuję młodych ludzi, którzy to robią. Oni nie mają innej możliwości zaprezentowania swojej muzyki w tym kraju i nie mają świadomości co znaczy branie udziału w telewizyjnym wyścigu szczurów. Nie chciałbym zabrzmieć krytycznie wobec tych, którzy tam idą, jestem jak najbardziej za pokazywaniem świadomej muzyki w telewizji z tym że muzyka to misja a nie współzawodnictwo więc zdecydowanie mówię, że ja nigdy bym tam nie poszedł - chyba, że jako gość specjalny.

Jakie są twoje plany na najbliższy czas?

Żyć pełnią życia.

KONCERTY

FORUM

The popular Nike Air Huarache for Spring 2017

28.06.2017 | 08:03 przez pwlihbb

Nike Sportswear continues for you

28.06.2017 | 07:51 przez pwlihbb

With the Nike Air Max 97 Gold Bullet acquiring

28.06.2017 | 07:20 przez pwlihbb

The Nike Air Max 95 shines inside a whole

28.06.2017 | 05:51 przez pwlihbb

The women’s Nike Surroundings Max Jewell

28.06.2017 | 05:35 przez pwlihbb

WYWIADOWNIA

Rozmowa z Krystianem „K-Jah” Walczakiem – muzykiem, kompozytorem, producentem muzycznym, przygotowującym się do wydania płyty z własną muzyką, z gwiazdorskim składem muzyków reggae z całego świata.

Miłość to potężna siła

Rozmowa z Krystianem „K-Jah” Walczakiem – muzykiem, kompozytorem, producentem muzycznym, przygotowującym się do wydania płyty z własną muzyką, z gwiazdorskim składem muzyków reggae z całego świata.

Linki