WYWIAD

11.05.2013

W środku jestem taki sam

Z Mesajah, współzałożycielem Natural Dread Killaz, rozmawiała Aleksandra Piątkowska (Reggae Interview)

Jak to się stało, że akurat reggae jest gatunkiem muzycznym, który tworzysz? Jaki był pierwszy utwór, który usłyszałeś?

Nie pamiętam jaki był pierwszy utwór, bo usłyszałem reggae jak byłem bardzo mały. Ale pamiętam gdy byłem w podstawówce i lekturą był „Robinson Cruzoe” i wtedy słuchałem płyty Boba Marleya „Uprising”, na której znajduję się „Redemption Song”... I to był taki pierwszy kawałek, który wywarł na mnie mocne wrażenie. Potem była taka sytuacja, że poznałem takiego człowieka jak One Man Army, który jest reprezentantem hip-hopu na Wrocławskiej scenie i nawija po angielsku, dlatego od wielu lat jest on niezbyt dobrze rozumiany w naszym kraju, chociaż reprezentuje naprawdę najwyższy poziom nawijki i to był mój taki mental – teacher, który przyniósł mi wtedy płyty CD Lee „Scratch" Perry-ego, Black Uhuru, Burning Spear’a . U nas nie można było nigdzie kupić tych płyt, i to on zaraził mnie reggae – tłumaczył mi na czym to wszystko polega itd. Wtedy miałem jakoś 13 czy 14 lat i to był taki mój początek, kiedy reggae mocno wpłynęło na moje życie.

Dlaczego podjąłeś się kariery solowej, równocześnie pozostając we współpracy z NDK?

To była taka sytuacja, że mieliśmy NDK i robiliśmy materiał - wiadomo między płytą „Naturalnie”, a płytą „Ile lat”, bardzo dużo się zmieniło, bo złożyliśmy cały zespół żywy: „Ridimm Bandits’’, który zresztą gra z nami do dzisiaj i w międzyczasie zacząłem po prostu pisać swoje solowe kawałki. Nie było jakiegoś większego planu, żebym zaczął swoją karierę solową, że mówię: O! Dzisiaj po prostu robię sam i tak dalej. Zacząłem pisać kawałki i płyta „Ludzie prości”, która wyszła chyba w 2008 roku, to jest taki zbiór kawałków sprzed 2 lat wcześniej, które zacząłem komponować i tworzyć. Nie miałem nawet zamiaru żeby robić z tego album czy coś takiego – to były numery, które pisałem osobno, w pewnym momencie się nazbierało tyle, że stwierdziliśmy z chłopakami, że może zrobię z tego album solowy i wtedy poznałem Hirka Wronę, u którego wydałem tą płytę w „Pink Crow Records”. I od tej pory oprócz projektu NDK postanowiłem robić swoje rzeczy. Płyta „Jestem stąd” jest już bardziej takim albumem, który wydaje mi się, że jest od początku do końca płytą. Poprzedni album to część mojego życia, część historii, ale generalnie ja, jako artysta, czuję, że moim pierwszym albumem jest „Jestem stąd” .

Skąd pomysł na dobór gości na płycie „Jestem stąd”?

To wyszło naturalnie. Po prostu w życiu się zmienia bardzo dużo rzeczy, poznaje się różnych ludzi i goście, którzy są na płycie „Jestem stąd” są naturalną koleją rzeczy. To ludzie, którzy byli obok mnie i gdzieś ich poznawałem, byli blisko i znaleźli się na tym albumie.

Niedawno pojawiła się informacja o trzeciej płycie. Jaka ona będzie ?

Na pewno to będzie kontynuacja klimatu z płyty „Jestem stąd”, mogę tylko tyle zdradzić, że prawie pół płyty będzie anglojęzycznej, a poza tym... trzeba poczekać.

W tekstach nawiązujesz do Babilonu, Syjonu, masz dredy – jesteś Rasta?

Nie, nie jestem Rasta. Reggae i cała kultura Rastafari dużo dla mnie znaczy, jest dla mnie dużą inspiracją. Wychowałem się na tej muzyce i słuchałem wielu artystów z ruchu Rastafari w momencie dojrzewania i kształtowania swoich poglądów na świat. Dużo zawdzięczam tej muzyce, ona ukształtowała mnie jako człowieka. Ale nie mogę się podpisać pod tym, że jestem Rastamanem, no bo nie jestem z paru małych względów... Po prostu darzę tę kulturę wielkim szacunkiem i staram się tylko kroczyć podobną ścieżką.

Gentleman jest inspiracją wielu polskich artystów grających muzykę reggae. W czerwcu podczas WrocLove miałeś okazję wystąpić z nim na jednej scenie. Była to spontaniczna akcja, czy ustaliliście to wcześniej, przed koncertem?

I tak, i tak.

Czyli mieliście jakiś kontakt wcześniej?

Mieliśmy, ale była to na tyle spontaniczna sytuacja, że... no było to spontaniczne, ale wiedziałem że z nim wystąpię.

Podążając tematem twoich występów... miałeś jakiś wyjątkowy koncert, który na zawsze zapamiętasz?

No właśnie ten. To było dla mnie coś niesamowitego. Po pierwsze to było w moim mieście, we Wrocławiu, po drugie wychowałem się na muzyce Gentlemana, no i było to dla mnie niesamowite przeżycie. Nawet sam Gentleman był zszokowany tym, jaki był odbiór naszego wspólnego występu we Wrocławiu. Oprócz tego grałem swój koncert przed Gentlemanem i nie zagrałem tego kawałka „Każdego dnia”, po czym ludzie mnie tam zaczepiali przez te 2-3 godziny i mówili: Co jest? Gdzie jest każdego dnia? Dla mnie był to niesamowity moment w moim życiu i był to przełom mentalny dla mnie, na pewno dużo się zmieniło po tym w mojej głowie i mojej twórczości.

"Przed tobą setki dróg stoi otworem, ty stoisz przed wyborem od ciebie to zależy, którą wybierzesz..." Czy uważasz, że droga, którą wybrałeś w życiu - droga muzyki, to dobry wybór?

Nigdy się nie zastanawiałem na tym, to przyszło naturalne – ja nie wybrałem muzyki, bardziej muzyka wybrała mnie. Mój ojciec jest muzykiem, ale nigdy nie naciskał na to, żebyśmy ja z moim bratem byli muzykami. Po prostu po jakichś 15 latach odkąd się urodziłem to samo wyszło, muzyka wywarła we mnie taki nacisk, że zacząłem ją robić, i w momencie kiedy się zdecydowałem na to, to już poświeciłem się w stu procentach. Postawiłem wszystko na jedną kartę i dlatego jestem tu gdzie jestem.

Jesteś znanym artystą w świecie polskiego reggae, czy twoi fani kiedyś Cię jakoś wyjątkowo zaskoczyli i czy było to pozytywne, czy negatywne zaskoczenie?

Dzisiaj dostałem... yyy... jak to się nazywa? Kupon! Kupon na lotto! Jestem przekonany, że wygram milion dolców.

Co czujesz, gdy ludzie śpiewają twoje utwory?

Uczucie w momencie, kiedy grasz koncert, a ludzie śpiewają twoje utwory jest jak… narkotyk. To jest coś po prostu… nie wiem nawet jak to opisać, ten moment, kiedy się stoi na scenie i masz tych ludzi przed sobą. Ty dajesz im jakąś energię, ty dajesz im od siebie po prostu wszystko, wszystko co masz. Bo nic więcej, co pokazuję na scenie nie mam. Oni robią sprzężenie zwrotne i dostaję energię od nich.

Ty dzisiaj i kiedyś - zupełnie inny Manolo ?

Na pewno tak, ale to pytanie do moich znajomych. Jednak moim zdaniem wciąż w środku jestem taki sam.

Jakiś czas temu przeszedłeś operację kolana – co się stało ?

To było już jakieś 4 lata temu… Sytuacja wyglądała w ten sposób, że grałem w Ostródzie koncert, ale to nie był festiwal Ostróda. Zdarzyła się taka nieprzyjemna sytuacja, że po występie, gdy było takie małe after party i już był chillout w klubie, wtargnął do środka pewien reprezentant neonazistowskiej grupy, po prostu łysy Skinhead, który się rzucił na mnie i połamał mi nogę. Kontuzja była na tyle poważna, że miałem pozrywane, naderwane większość więzadeł w stawie kolanowym... no i przeszedłem rekonstrukcję całego stawu kolanowego. Cała historia jest dosyć przykra i dziwna zarazem. Na szczęście jestem w stanie teraz chodzić, biegać, skakać i jak widać daję sobie radę, ale trzy lata miałem z życia wycięte. Pełen rok chodziłem o kulach.

Co zmieniłbyś w dzisiejszym świecie?

Chciałbym żeby ludzie po prostu zaczęli myśleć, wykorzystywali swój rozum, żeby nie brali tylko tego, co im podkładają i wpychają.

Dziękuję za rozmowę.

Również dziękuję.

KONCERTY

FORUM

Co robicie w weekendy

20.10.2017 | 08:53 przez Jogin

JESTEŚ NOWY? Tu się przywitaj!

19.10.2017 | 20:03 przez ericos

Wakacje w Polsce czy zagranicą?

19.10.2017 | 20:02 przez ericos

Witam

19.10.2017 | 20:01 przez ericos

Szukam zespołu

19.10.2017 | 19:43 przez Moggi

Idea kredytu hipotecznego i rat

19.10.2017 | 19:42 przez Moggi

WYWIADOWNIA

Rozmowa z Krystianem „K-Jah” Walczakiem – muzykiem, kompozytorem, producentem muzycznym, przygotowującym się do wydania płyty z własną muzyką, z gwiazdorskim składem muzyków reggae z całego świata.

Miłość to potężna siła

Rozmowa z Krystianem „K-Jah” Walczakiem – muzykiem, kompozytorem, producentem muzycznym, przygotowującym się do wydania płyty z własną muzyką, z gwiazdorskim składem muzyków reggae z całego świata.

Linki