RECENZJA

JAFIA NAMUEL

One Love Train

Jafia Namuel gra zwykle bardzo dobre koncerty. Ten w radiowym studio Agnieszki Osieckiej był świetny. A po masteringu i miksie w As One Studio brzmi po prostu rewelacyjnie. I w zasadzie to mogłaby być najkrótsza charakterystyka albumu „One Love Train”. Ale przecież drugie kompaktowe wydawnictwo w kilkunastoletniej historii zespołu wymaga dłuższego komentarza. Oto on.

 
To, co w koncertowym wizerunku Jafii Namuel zwróciło moją uwagę już przed laty, to prostota dźwięków, głos wokalisty i wszędobylski duch Marleya. I na przestrzeni lat nic się nie zmieniło. Dawid nie wstydzi się swoich młodzieńczych inspiracji i jest im wierny do dziś. Widać to na scenie i słychać. Portasz nie udaje nikogo, nie odśpiewuje kolejnych zwrotek według wcześniej narzuconego schematu. On, tak jak Bob, angażuje w słowa całe ciało, każdy gest i grymas. Muzyka nie gra obok, bo Dawid jest jej częścią. Czujesz, że jest to prawdziwe, nawet wtedy, gdy na warsztacie są covery. Oto co znaczy wiedzieć, co się śpiewa. "Rat Race", "Work", "Kinky Reggae" - czy ktoś potrafi zaśpiewać to lepiej? Nie jestem fanem sięgania po szlagiery, jednak w przypadku Dawida Portasza uważam, że powinien on mieć wyłączność na Marleya. Kto miał okazję widzieć i słyszeć na koncertach śpiewane przez niego np. "Punky Reggae Party" czy "Lively Up Yourself" wie, ile było w tym ognia. Tak też jest na płycie, choć i w balladowym „Revelation” czuć ogromne pokłady muzycznej mocy i umiejętności interpretatorskich. W szlagiery króla perfekcyjnie wpisują się też nowe, osadzone w pulsacji roots reggae, kompozycje Jafii Namuel. Potrafią utulić spokojnym rytmem, ale i zaniepokoić agresywnym brzmieniem i niepokornym wokalem Dawida, jak w otwierającym krążek "Fire". W kolejnych numerach też dużo się dzieje. Pięknie gra klawisz, perkusja nie jest nachalna, a bas pobudza pulsację. W tle słychać też miły dla ucha chórek. I tylko saksofon jakoś mi wciąż do Jafii nie pasuje. Muzyka formacji nie potrzebuje lekkości i ugładzenia. Lubię ją, bo ma surowy charakter. Saksofon nieco burzy ten schemat. Nie ma to jednak zupełnie znaczenia w całościowym odbiorze płyty. Ta bez wątpienia jest najlepszym „żywym” wydawnictwem polskiej sceny spod znaku trzech kolorów i obowiązkowo powinna znaleźć się na półce każdego szanującego się reggae-fana. Płytą "One Love Train" Jafia Namuel pokazała, że roots ma się dobrze!
 
PiotRAS

Skomentuj recenzję

Dawid Barbarzak
2013-03-03
04:08

A mi akurat saksofon się podoba... wychodzi co prawda poza ramy gatunku, wiele improwizuje, burzy schematyczny puls, zamiast grać to co zwykle gra sekcja, czyli zapętlone motywy złożone z kilku dźwięków. Saksofon Pospieszalskiego dodaje tej płycie polotu, sprawia że nie staje się senna. Poza tym zgadzam się ze wszystkim, miałem nagrany ten koncert już od dawna i cieszę się że został wydany oficjalnie :)

KONCERTY

FORUM

Stolarz

29.03.2017 | 18:09 przez nowak1

Dekoracje

29.03.2017 | 17:00 przez opterim

Prezent

29.03.2017 | 17:00 przez nowak1

Co robicie w weekendy

29.03.2017 | 16:01 przez Damian99

JESTEŚ NOWY? Tu się przywitaj!

29.03.2017 | 13:41 przez Witekk

pomysły na weekend

29.03.2017 | 12:10 przez Zbyszek45

WYWIADOWNIA

Rozmowa z Krystianem „K-Jah” Walczakiem – muzykiem, kompozytorem, producentem muzycznym, przygotowującym się do wydania płyty z własną muzyką, z gwiazdorskim składem muzyków reggae z całego świata.

Miłość to potężna siła

Rozmowa z Krystianem „K-Jah” Walczakiem – muzykiem, kompozytorem, producentem muzycznym, przygotowującym się do wydania płyty z własną muzyką, z gwiazdorskim składem muzyków reggae z całego świata.

Linki