RECENZJA

RASTASIZE

Day by day

Najlepsi jamajscy muzycy grający roots reggae i niepowtarzalny głos Dawida Portasza, to połączenie już samo w sobie powinno być zwiastunem wyjątkowej płyty. Gdy do tego zestawu dodamy legendarne studio Tuff Gong i całą historię związaną z powstawaniem albumu, tworzy się obraz zdarzenia wyjątkowego w historii polskiej muzyki reggae.
 
O sesji w studio samego Marleya napisano już setki zdań, opowiedziano dziesiątki historii, nakręcono też film dokumentalny. Nie będę więc przypominał znanych faktów, a skupię się na tym, na co czekałem wiele miesięcy – muzyce zawartej na płycie „Day by day”. 
Dwanaście anglojęzycznych numerów zagranych przez Rastasize brzmi bardzo klasycznie. Gdyby nie to, że wiem kto i kiedy je zarejestrował, mógłbym powiedzieć, że pochodzą z końca lat 70-tych, kiedy to Marley nagrywał swoje klasyki. Pięknie prowadzona linia basu, wybijające się dęciaki, dobrze osadzony klawisz – to wszystko świadczy o poziomie uczestniczących w sesji muzyków. Perkusja, choć na początku zdaje się brzmieć monotonnie, również ma w sobie coś z wailersowskiej rytmiki. Jeśli spojrzymy na listę osobistości, które miały wpływ na poszczególne dźwięki zrozumiemy, że tandemowi w składzie Dawid i K-jah, naprawdę się poszczęściło. Obok dokonań takich postaci jak Dean Freaser, Robbie Shakespeare, czy Sly Dunbar nie można przejść obojętnie, a ich przygodę z kolejną w karierze sesją nagraniową, również traktować trzeba jako popis muzycznych umiejętności. Całości dopełnia najwyższa wokalna forma Dawida. To już nie Polak śpiewający po angielsku, to międzynarodowy artysta. Płytę otwiera „Disco”. Zaczyna się ospale, nawet śpiew Portasza wydaje się być nieco przygaszony, ale to tylko rozgrzewka, kiedy w refrenie wykrzykuje „Music – Real Deep Music” wiem już, że za chwilę pokaże wokalny pazur znany z koncertów. Kolejne utwory nie zawodzą, a w każdym można doszukać się innych inspiracji. „Joyriding Fever” brzmi na przykład jak wyjęty z repertuaru Melody Makers. Hitowy „Semi”, okraszony świetnym chórkiem i wszędobylskim dęciakiem, mógłby znaleźć się w repertuarze niejednego mistrza gatunku. Ale ten hit należy do Rastasize, polsko-jamajskiego projektu, który przywraca wiarę w sens grania korzennego reggae. Każda kolejna kompozycja otwiera przed nami nową historię. Muzyka potrafi zwolnić tempa, by nagle przyspieszyć i dać upust nagromadzonej energii. Dawid śpiewa, melodeklamuje, bawi się głosem. Nawet reggae ballada „Maybe” nie jest dla niego odpoczynkiem. Płytę zamyka „Roots”. Utwór, który tak jak i każdy wcześniejszy, mógłby stać się wizytówką wydawnictwa, choć ten, z racji tytułu, mówi też o muzycznej stylistyce całości. Ja od tej stylistyki  oderwać się nie mogę. Gdy włączysz Rastasize, poczujesz to samo.
 
PiotRAS

Skomentuj recenzję

KONCERTY

FORUM

Co robicie w weekendy

20.10.2017 | 08:53 przez Jogin

JESTEŚ NOWY? Tu się przywitaj!

19.10.2017 | 20:03 przez ericos

Wakacje w Polsce czy zagranicą?

19.10.2017 | 20:02 przez ericos

Witam

19.10.2017 | 20:01 przez ericos

Szukam zespołu

19.10.2017 | 19:43 przez Moggi

Idea kredytu hipotecznego i rat

19.10.2017 | 19:42 przez Moggi

WYWIADOWNIA

Rozmowa z Krystianem „K-Jah” Walczakiem – muzykiem, kompozytorem, producentem muzycznym, przygotowującym się do wydania płyty z własną muzyką, z gwiazdorskim składem muzyków reggae z całego świata.

Miłość to potężna siła

Rozmowa z Krystianem „K-Jah” Walczakiem – muzykiem, kompozytorem, producentem muzycznym, przygotowującym się do wydania płyty z własną muzyką, z gwiazdorskim składem muzyków reggae z całego świata.

Linki