RECENZJA

RAGANA

A Long Delay Ago

Po niespełna dwóch latach od fantastycznego debiutu krakowska Ragana zabiera słuchacza w dalszą podróż po nieodgadnionej, tętniącej pulsacyjnym basem, pełnej dubowej przestrzeni krainie. Miejscu gdzie czas płynie inaczej, wszak zegarem jest zapętlony deelay. Dźwięk płynie tutaj leniwie, odbijając się delikatnie od ścian wielkiego kanionu. W krainie, gdzie gości częstuje się kwaśną maślanką, zaś przewodnikiem jest oczywiście ONA… 
 
Może co niektórzy pamiętają, jak rozpływałem się w zachwycie nad pierwszą płytą Ragany. Bo rzeczywiście „So many reverbs to cross” było tym, na co czekałem na polskiej scenie reggae od lat. Wolno, transowo, z dużą ilością przestrzeni i przede wszystkim niezwykle melodyjnie. To były piosenki, w których zakochałem się od pierwszego usłyszenia. I teraz, niespełna 2 lata po debiucie, Ragana odsłania się po raz wtóry. Bez wielkiego szumu, nadęcia, konsekwentnie podąża swoją drogą. Często bywa tak, że jeśli pierwszy album okaże się sukcesem (a tak na pewno było w przypadku „So mamy reverbs to cross”), to następca jest przekombinowany, ugłaskany, co by nie mówić, gorszy. I tego się z jednej strony bałem, ale nie będę ukrywał, miałem też ogromne oczekiwania. I choć może „A long delay ago” nie jest płytą rewolucyjną i nie robi już takiego wrażenia, jak za pierwszym razem, to jednak pokuszę się zaryzykować stwierdzenie, jest płytą znacznie lepszą od poprzedniczki. Muzycy coraz śmielej poruszają się po tej swoistej dubowej krainie. Do tego co już dobrze znamy dochodzi kilka smaczków. Pięknie rozwija się rozpoczynający płytę „Protection”. Od dźwięków samego basu dopełnionego po kilku sekundach wokalem i wybijającego jednostajnego rytmu perkusji, by za chwilkę już w swoim charakterystycznym stylu wprowadzić słuchacza we właściwy trans. No i te kwaśne dźwięki wydobywane z klawisza w „No fear” czy „Mistical things” nadają bardzo fajnego klimatu. Zresztą druga z tych kompozycji, to mój zdecydowany faworyt płyty. A jeśli już o klimacie mowa, to nie mogę pominąć „Barrel of a gun” serwujący nam swoistą podróż na wschód. W instrumentarium pojawia się indyjskiej saranagi. Takich muzycznych niespodzianek jest oczywiście znacznie więcej.
Ragana to przede wszystkim głos Jahgi, który scala to wszystko i jest zarazem znakiem rozpoznawczym zespołu. Tutaj Jagoda też śmielej sobie radzi. Jest jeszcze bardziej melodyjnie niż na debiucie. Kompozycje są dojrzalsze i znacznie ciekawsze. Chylę czoła i zapraszam na podróż w towarzystwie Ragany. Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…
 
 
Rass Tomi

Skomentuj recenzję

KONCERTY

FORUM

Co robicie w weekendy

20.08.2017 | 13:50 przez bioliczka

adidas yeezy boost 350 uk

20.08.2017 | 11:08 przez eijsinkirfa

Jak to jest mozliwe ze sa tak wysoko?

20.08.2017 | 10:12 przez umairali

Szwajcarski scyzoryk dla mężczyzny

19.08.2017 | 09:07 przez olioliwer

Gierki małżeńskie – gra planszowa

19.08.2017 | 09:06 przez olioliwer

Reklama strony w internecie

18.08.2017 | 15:05 przez Adamila021

WYWIADOWNIA

Rozmowa z Krystianem „K-Jah” Walczakiem – muzykiem, kompozytorem, producentem muzycznym, przygotowującym się do wydania płyty z własną muzyką, z gwiazdorskim składem muzyków reggae z całego świata.

Miłość to potężna siła

Rozmowa z Krystianem „K-Jah” Walczakiem – muzykiem, kompozytorem, producentem muzycznym, przygotowującym się do wydania płyty z własną muzyką, z gwiazdorskim składem muzyków reggae z całego świata.

Linki